Ministerstwo Sprawiedliwości chce skłonić skonfliktowanych małżonków do tego, żeby przed rozprawą rozwodową wzięli udział w mediacji.

Podczas jednego z ostatnich posiedzeń sejmowej komisji do spraw petycji Dariusz Cieślik, wiceszef departamentu spraw rodzinnych i nieletnich MS, potwierdził, że ministerialni urzędnicy pracują nad przepisami, które zobowiążą skłócone strony do nawiązania dialogu. – Chcielibyśmy, żeby podczas postępowania rozwodowego albo przed jego rozpoczęciem rodzice zostali skłonieni do tego, żeby ze sobą rozmawiać. Możemy tutaj uzyskać kilka korzyści. Przede wszystkim, przez przywrócenie komunikacji między nimi można doprowadzić ewentualnie do ograniczenia chociażby powództwa rozwodowego – powiedział Cieślik. Wypowiedź ta padła w kontekście dyskusji na temat usprawnienia egzekucji sądowych orzeczeń o kontaktach z dziećmi skonfliktowanych rodziców. Resort chciałby, żeby mediacja przyczyniła się do tego, że byli partnerzy, bez względu na wzajemne animozje, mogli porozumieć się przynajmniej w kwestii wypełniania swoich obowiązków wobec potomstwa. Ale te zmiany, być może, obejmą nie tylko pary posiadające dzieci.
Pomysł zmuszenia zwaśnionych małżonków do próby zawarcia ugody ma już swoją historię. Pojawił się w czasie pierwszego rządu Prawa i Sprawiedliwości. w 2006 r. resort sprawiedliwości ogłosił, że pracuje nad nowelizacją Kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którą wszystkie sprawy rodzinne miały najpierw przechodzić przez mediatora, a dopiero gdyby nie udało się polubownie rozstrzygnąć sporu, dochodziłoby do rozprawy przed sądem. Ta koncepcja szybko spotkała się z zarzutem ideologizacji prawa i projekt ostatecznie przepadł.
Tym razem jest może mniejsze ryzyko, że nie napotka przeszkód politycznych, ale eksperci krytycznie odnoszą się do tego projektu. – Wydaje mi się on absurdalny. W Kodeksie postępowania cywilnego są już mechanizmy, które zachęcają do podjęcia mediacji, np. jeśli nie podjęto próby mediacyjnej, to trzeba wyjaśnić, dlaczego. I w praktyce sądy rodzinne rzeczywiście namawiają strony to podjęcia próby porozumienia. Sama też rekomenduję mediację swoim klientom, jeśli widzę dla niej szansę. Uważam więc, że obecne rozwiązania są wystarczające – przekonuje Magdalena Czernicka-Baszuk, adwokat specjalizująca się w prowadzeniu spraw rodzinnych. Przypomina też, że istotą próby mediacyjnej jest jej dobrowolność. – Jeśli udział w mediacji stanie się obowiązkiem, to z samego założenia część ludzi nie będzie przystępowała do niej nie po to, żeby się pojednać, ale po to, aby dostać potrzebny papierek – dodaje ekspertka.

Widoki na utrzymanie małżeństwa
Mediacja jako alternatywna metoda rozstrzygania sporów zastąpiła w sprawach małżeńskich obligatoryjne postępowanie pojednawcze, które w zgodnej ocenie praktyków było uciążliwą formalnością, która niepotrzebnie rozwlekającą postępowanie rozwodowe. Zgodnie ze znowelizowanym w 2005 r. art. 436 k.p.c. (Dz.U. z 2005 r. nr 172, poz. 1438) sąd może dziś skierować strony do próby zawarcia ugody, „jeżeli istnieją widoki na utrzymanie małżeństwa”. Odbywa się to na podstawie uzgodnionej przez strony umowy o mediację bądź postanowienia sądu. Również na każdym etapie postępowania o rozwód czy separację sąd może skierować do mediacji skonfliktowanych małżonków. Nawet bez ich zgodnego wniosku, po to, żeby polubownie załatwili kwestie dotyczące zaspokojenia potrzeb rodziny, alimentów, sposobu sprawowania władzy rodzicielskiej, kontaktów z dziećmi i spraw majątkowych, które podlegają rozstrzygnięciu w wyroku. Jeśli partnerom uda się porozumieć, to sąd w wyroku rozwodowym „przepisuje” jej treść.
– Często się zdarza, że ludzie składają pozwy w ferworze konfliktu, a potem jeszcze trafiający na pełnomocników, którzy zaogniają spór, choć sprawa mogłaby zostać zakończona na jednym, dwóch posiedzeniach. Mediacja może pomóc zweryfikować, czy postępowanie dowodowe powinno trwać i ewentualnie wykluczyć sytuacje narażające Skarb Państwa na większe koszty, np. gdy strony wycofują się po przesłuchaniu 10. świadków i kilku czy nawet kilkunastu rozprawach. Nie wyobrażam sobie jednak, aby próba polubownego rozwiązania sporu była obligatoryjna w sprawach rodzinnych, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia np. z przemocą w rodzinie – mówi adwokat Monika Wiśniewska, specjalistka od prawa rodzinnego. – Zdarza się, że sąd namawia na mediację żonę, która była ofiarą przemocy domowej, powódka cofa pozew o rozwód, bo mediator przekonał ją, że dzieci będą cierpieć na skutek rozstania rodziców. A wtedy ta kobieta przez następne lata tkwi w chorej sytuacji – tłumaczy mec. Wiśniewska.

Pozytywny trend
Eksperci podkreślają, że w Polsce jest coraz więcej profesjonalnych ośrodków mediacyjnych i po statystykach w sprawach rodzinnych widać, że strony coraz częściej dają się do nich przekonać. Ich zdaniem przymuszanie małżonków do korzystania z takich usług może spowodować odwrócenie tego pozytywnego trendu.
– Jeśli podjęcie próby mediacyjnej będzie obowiązkowe, to może doprowadzić do tego, że będzie traktowane instrumentalnie. A ze statystyk wyjdzie, że mediacje są nieskuteczne – zaznacza mec. Czernicka-Baszuk.